sobota, 16 lipca 2011

Cisza

Mogłabym skłamać. Powiedzieć - nie spodziewałam się tego. Przełknąć cicho ślinę. Na ułamek sekundy zamknąć powieki, by otworzyć je i patrzeć na zupełnie nowy świat. Tylko wtedy skłamałabym. Przed sobą. Sobie.

Na chwilę milknę. Przyglądam się konturom, myśląc że tylko rzeczy mogą być zupełnie szczęśliwe - ich granice są jasno określone, nie ma się już nad czym zastanawiać. Brakuje mi tego. Granic, w ramach których mogę coś odkrywać, czegoś się uczyć, czegoś uchwycić. Przyglądam się sobie uważnie i nie rozpoznaję siebie zupełnie. Przecież to miało działać, jeszcze tydzień temu wszystko działało, byłam w stanie wstać, ubrać się, wyjść do pracy, do ludzi. Dzisiaj w ciszy patrzę w okno, na świat, który gdzieś się przesuwa, dokądś jakby zmierza. tylko, że beze mnie.

Te naznaczone porażką próby mobilizacji. Szukania słów, normalnego wyrazu twarzy, który nie zdradzałby, że przed chwilą wszystko się rozsypało, potłukło. W każdym fragmencie widzę własne odbicie, którego nadal nie jestem w stanie przyporządkować do imienia, nadać mu nazwy, wypełnić sensem. Mam tylko nie wzbudzać zewnętrznych podejrzeń. Doprowadzić do stanu groteskowo zadanego pytania - co się dzieje, przecież widzę, że coś nie tak. Na tak postawione pytanie, które zdaje się być stwierdzeniem, nie staram się nawet szukać słów. W moim wnętrzu wykrzywia się tylko wszystko jak w pokoju luster i każdą jedną emocję widzę w innym stanie deformacji. Niebezpieczne jest uchwycenie się któregoś z obrazów - szkoda, by rzeczywistość pomyliła się z odczuciem. Tak zakłamanym.

Jakiś fragment mnie tylko prosi o pamięć. O to, by w tym wszystkim pamiętać, mieć zakodowane, że to są chwile, że za moment będzie inaczej, że to wszystko już zaraz się zmieni. Coś we mnie krzyczy, by nie trzymać się tak kurczowo czasu, bo go nie ma przecież, on nie istnieje, teraz jest zaraz, a jutro już dziś.

Z trudem pokonuję odległości. Z oporem wyznaczam konieczne do załatwienia sprawy. Próbuję wpisać w codzienność nowy zakres obowiązków, by przynajmniej on mógł być stały, jak totem dając poczucie pewności poruszania w określonym świecie. Wszystko jest tak trudne. Potrafię tylko jeść, nie czując w sobie granicy, końca. To ma mi pomóc czuć, to ma mi dać jakieś poczucie bycia.

A tak bardzo chciałabym zniknąć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz