poniedziałek, 6 lutego 2012

Ciało

Obudziłam się bez ciała.
Rozkazałam sobie czekać. Temperatura ujemna powietrza wyziębiła we mnie emocje, konieczność łez, pytania dlaczego.
Obudziłam się inną osobą.
Przyglądam się jej w lustrze. Rozpoznaję kontury, ale gęstość i objętość stale ulega zmianom.
Nie poznaję, przepraszam - znałyśmy się kiedyś?
Obcej sobie przyglądam się uparcie w lustrze, szukając odpowiedzi na niezadane jeszcze pytania, które czekają na odpowiednie słowa. Odpowiednich słów brak.
Jakaś nowa forma na mych oczach się wykształca. Bezimienna, jak zawsze. Czy człowiek zmienia się tylko co 7 lat czy każdego dnia?
Bez tego ciała, którego nie rozpoznaję próbuję funkcjonować każdego dnia. To ciało mi obce. Żywi się strachem i niepewnością, poczuciem zależności, przynależności do płci męskiej, określonej imieniem, przynależnej danemu miejscu zamieszkania.
A mnie samej brak. Więc myślę - może to jeszcze, a może tamto, przypominając kogoś, kim nigdy nie chciałam być, z kim nigdy bym się nie związała na dłużej.
Już zmieniam zdanie. Wystarczy chwila przyglądania się sobie, by znaleźć ważniejsze rzeczy do zrobienia. Rzeczy, które nie mają żadnego znaczenia, które tylko w czasie ode mnie samej mnie odsuwają.
Może nie poznaję, bo wzrok się popsuł? Coraz częściej muszę mrużyć oczy, coraz wolniej chodzić, by dojrzeć. Tylko cały czas nie mogę dojrzeć, tego co nadrzędne być wobec wszystkiego powinno. Co jest nawet, bez powinności.
Tamto mnie zniknęło.
Obudziłam się sama. Próbuję więc dojrzeć najważniejsze wokół, nie skupiając uwagi na sobie. Nauczona poszukiwań odpowiedzi w kimś, udaję że ciało bez którego się obudziłam jest mi zbędne do życia.
Wszystko zaplanowane.