Może czasem trzeba.
Może.
Odpuścić.
Nie walczyć.
Nie ma się siły i wystarczającej energii by wywalczyć kogoś. To tylko w filmach jest. W książkach. I wielkiej miłości.
To musi być, by być mogło przecież.
Oczywistość wcale nie pomaga w zrozumieniu.
sobota, 27 sierpnia 2011
czwartek, 25 sierpnia 2011
Na chwilę
Najgorszość mi się włączyła.
I sny ponownie, jakże interesujące w zdradach, pogoniach, próbach dopadnięcia wroga raz na zawsze. Oplucia mu twarzy, wylania gorącej kawy na głowę. Tylko nigdy dobiec do niego nie mogę, znaleźć na czas, choć wiem gdzie jest, choć niemal go dotykam we śnie.
Postradałam wszystkie zmysły. Liczebnie, objętościowo rozrastam się jakbym potrzebowała większego kawałka do nielubienia. Oczyszczanie duszy skończyło się zanieczyszczeniem ciała, które krzyczy błagalnie o powrót.
Powietrze stoi wprost porporcjonalnie do czasu.
Pewnie powinnam założyć buty i wyjść.
Po co się wgapiać w brak odpowiedzi? To zawsze tak samo od środka rozkłada na czynniki pierwsze, których ważność jestem w stanie podważyć w ciągu chwili.
Ta przerwa możliwe, była potrzebna. Choć nie mam w sobie poczucia, że przejrzałam na oczy i ujrzałam rzeczywistość jaką jest, bez tych oszustw wszystkich, których podstawą oczekiwania. Może za krótko to trwało, w końcu ludzie pracują nad sobą latami, nie dniami.
Niecierpliwość mnie od środka rozsadza. Już przecież powinnam wiedzieć, poznać się na tym wszystkim, na nich wszystkich, na nim jednym, tak bym wreszcie była zdolna do poczucia niezależności, o którą tak zabiegam. Ale to nie tak. Nie na życzenie. W kolejce też się tego nie wystoi.
Z nerwów wymyślam możliwe pyszności jakie nabędę, na jakie wydam ponownie pieniądze, których nie mam, których za mało na normalne funkcjonowanie. Ale o tym pomyślę później przecież. Teraz muszę siebie zagłuszyć.
Kończę "Biegnącą z wilkami" tylko po to, by zacząć. Tryb ciągły tu obowiązuje. Niedokonany proces przeczytania.
Teraz patrzę jeszcze niecierpliwie na zakładkę z opcją inbox. Co jest w środku? Jaka wiadomość na mnie czeka? Która z dróg? Liczba oddająca zawartość powinna ulec zmianie. Nie teraz, to za chwilę. W tym czasie powinnam wypić pyszną kawę, pójść obejrzeć wystawę Jenny Holzer i szlajając się po ulicach wymyślać nowe pomysły na siebie samą. Choć pewne już mam, jakże nieśmiałe.
To się ułoży. Samo. Jak zawsze. Dziwne tylko te czekanie na odpowiedź, jakby ktoś wybierał za mnie. Jakby ktoś za mnie miał żyć.
Chwilowo.
I sny ponownie, jakże interesujące w zdradach, pogoniach, próbach dopadnięcia wroga raz na zawsze. Oplucia mu twarzy, wylania gorącej kawy na głowę. Tylko nigdy dobiec do niego nie mogę, znaleźć na czas, choć wiem gdzie jest, choć niemal go dotykam we śnie.
Postradałam wszystkie zmysły. Liczebnie, objętościowo rozrastam się jakbym potrzebowała większego kawałka do nielubienia. Oczyszczanie duszy skończyło się zanieczyszczeniem ciała, które krzyczy błagalnie o powrót.
Powietrze stoi wprost porporcjonalnie do czasu.
Pewnie powinnam założyć buty i wyjść.
Po co się wgapiać w brak odpowiedzi? To zawsze tak samo od środka rozkłada na czynniki pierwsze, których ważność jestem w stanie podważyć w ciągu chwili.
Ta przerwa możliwe, była potrzebna. Choć nie mam w sobie poczucia, że przejrzałam na oczy i ujrzałam rzeczywistość jaką jest, bez tych oszustw wszystkich, których podstawą oczekiwania. Może za krótko to trwało, w końcu ludzie pracują nad sobą latami, nie dniami.
Niecierpliwość mnie od środka rozsadza. Już przecież powinnam wiedzieć, poznać się na tym wszystkim, na nich wszystkich, na nim jednym, tak bym wreszcie była zdolna do poczucia niezależności, o którą tak zabiegam. Ale to nie tak. Nie na życzenie. W kolejce też się tego nie wystoi.
Z nerwów wymyślam możliwe pyszności jakie nabędę, na jakie wydam ponownie pieniądze, których nie mam, których za mało na normalne funkcjonowanie. Ale o tym pomyślę później przecież. Teraz muszę siebie zagłuszyć.
Kończę "Biegnącą z wilkami" tylko po to, by zacząć. Tryb ciągły tu obowiązuje. Niedokonany proces przeczytania.
Teraz patrzę jeszcze niecierpliwie na zakładkę z opcją inbox. Co jest w środku? Jaka wiadomość na mnie czeka? Która z dróg? Liczba oddająca zawartość powinna ulec zmianie. Nie teraz, to za chwilę. W tym czasie powinnam wypić pyszną kawę, pójść obejrzeć wystawę Jenny Holzer i szlajając się po ulicach wymyślać nowe pomysły na siebie samą. Choć pewne już mam, jakże nieśmiałe.
To się ułoży. Samo. Jak zawsze. Dziwne tylko te czekanie na odpowiedź, jakby ktoś wybierał za mnie. Jakby ktoś za mnie miał żyć.
Chwilowo.
środa, 24 sierpnia 2011
Miejsce
I nadszedł czas. Przyszedł spokój, przyszło ukojenie. Radość z dnia, z towarzystwa, z bycia w określonym miejscu. Być może to chwilowe. Być może strach ostrzy sobie tylko pazury, ale jakie może to mieć teraz znaczenie?
Oczekiwanie na wynik przestało spalać mnie w czasie. Co ma być, będzie powtarzam sobie. Z tą pewnością, że bez względu na wszystko, poradzę sobie. A czas nie wrogiem, a sprzymierzeńcem teraz jest.
Są plany, są chęci. Nie teraz? To za chwilę. I tak zrobiłam co mogłam. I wiem, że jakkolwiek się teraz wszystko nie potoczy, odnajdę w tym miejsce dla siebie.
Oczekiwanie na wynik przestało spalać mnie w czasie. Co ma być, będzie powtarzam sobie. Z tą pewnością, że bez względu na wszystko, poradzę sobie. A czas nie wrogiem, a sprzymierzeńcem teraz jest.
Są plany, są chęci. Nie teraz? To za chwilę. I tak zrobiłam co mogłam. I wiem, że jakkolwiek się teraz wszystko nie potoczy, odnajdę w tym miejsce dla siebie.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Grunt
To się tli. Podsycane podmuchem strachu nabiera coraz większych rozmiarów, aż ostatecznie spala wszystko.
To się dopiero zaczyna, a już może się skończyć, czego świadomość pojawiła się dopiero dzisiaj.
Wszystkie te trudy pojawiły się w miejsce możliwości, brak w miejsce szans.
Przyglądam się i dociera do mnie, że mi zależy bardziej. To ja tęsknotę znoszę gorzej, to mnie przepełnia poczucie niespełnienia.
A życie przecież płynie. Mimo tego. I że bez tego jak przyjdzie mi żyć, żyć uczyła się będę musiała od początku.
Nie wiem dlaczego tak jest i skąd we mnie potrzeba dania więcej niż mnie na to stać. Nie powinno tak być - takie jest założenie, logiczny komunikat. Nie potrzebuję do jego podtrzymania żadnych argumentów. A mimo to zamiast skupić się na sobie, bogiem swoim czynię drugą osobę.
Nie czuję gruntu pod stopami. To męczące.
To się dopiero zaczyna, a już może się skończyć, czego świadomość pojawiła się dopiero dzisiaj.
Wszystkie te trudy pojawiły się w miejsce możliwości, brak w miejsce szans.
Przyglądam się i dociera do mnie, że mi zależy bardziej. To ja tęsknotę znoszę gorzej, to mnie przepełnia poczucie niespełnienia.
A życie przecież płynie. Mimo tego. I że bez tego jak przyjdzie mi żyć, żyć uczyła się będę musiała od początku.
Nie wiem dlaczego tak jest i skąd we mnie potrzeba dania więcej niż mnie na to stać. Nie powinno tak być - takie jest założenie, logiczny komunikat. Nie potrzebuję do jego podtrzymania żadnych argumentów. A mimo to zamiast skupić się na sobie, bogiem swoim czynię drugą osobę.
Nie czuję gruntu pod stopami. To męczące.
piątek, 19 sierpnia 2011
Możliwości
To się nie zmienia. Próbuję siebie oszukać, ale strach ma nie tylko wielkie oczy ale i nieograniczone prawo do posiadania mnie w swoich szponach.
Mnie nie ma przecież.
Są tylko te oddane innym myśli, oczekiwania, potrzeby. Z dedykacją, z kartką kolorową jak na urodziny.
Pełna gotowość do służby.
I pamięć, która chce pamiętać, ale tylko selektywnie.
Nie potrzebuję przecież tych obrazów.
To się tęsknotą nazywa? Jednostronnym zaangażowaniem? Niespełnieniem i poczuciem, że coś traci się?
To się panoszy we mnie zabierając wiarę, zabierając chęci.
Tak, wiem. Wyrosnę z tego. Czas pozwala na wiele, jeszcze wiele obiecując w zamian za powierzenie mu swego bycia.
I po co, pytam siebie? No, po co tak czujnie się przyglądasz, odliczasz minuty, kurczowo trzymając się wiary, że to wystarczy, że strata nie pozwoliłaby na dalsze bycie? Sama wyznaczasz sobie granice końców. Tych nieskończonych, które czujesz że nadejdą, których nadejścia pewności nie masz. Myślisz, że kiedyś będziesz miała?
Możliwości same się pojawiają gdy jesteś we właściwym miejscu. Czyż nie?
Mnie nie ma przecież.
Są tylko te oddane innym myśli, oczekiwania, potrzeby. Z dedykacją, z kartką kolorową jak na urodziny.
Pełna gotowość do służby.
I pamięć, która chce pamiętać, ale tylko selektywnie.
Nie potrzebuję przecież tych obrazów.
To się tęsknotą nazywa? Jednostronnym zaangażowaniem? Niespełnieniem i poczuciem, że coś traci się?
To się panoszy we mnie zabierając wiarę, zabierając chęci.
Tak, wiem. Wyrosnę z tego. Czas pozwala na wiele, jeszcze wiele obiecując w zamian za powierzenie mu swego bycia.
I po co, pytam siebie? No, po co tak czujnie się przyglądasz, odliczasz minuty, kurczowo trzymając się wiary, że to wystarczy, że strata nie pozwoliłaby na dalsze bycie? Sama wyznaczasz sobie granice końców. Tych nieskończonych, które czujesz że nadejdą, których nadejścia pewności nie masz. Myślisz, że kiedyś będziesz miała?
Możliwości same się pojawiają gdy jesteś we właściwym miejscu. Czyż nie?
piątek, 5 sierpnia 2011
Chwila
To się zwykle tak kończy, by za chwilę mogło zacząć. Jak zaklęcie, śpiewam frazy mające przywrócić mnie do życia. Jeszcze się narodzę. Tylko strach niech już umrze, odejdzie, niech spali we mnie, co ma do spalenia, by na zgliszczach można było zasiać trawę.
Trzymam się ostatkiem sił pionu logicznego myślenia, który zabrania naleciałości wychowawczo rodzinnych. Widzę je w całej okazałości. Gniazdo, które opuściłam, muszę w sobie przetrawić.
Ze strachem patrzę na zegarek, licząc czas od do. W obawie przed utratą, odejściem, zaciskam dłonie na skrawkach papieru, na którym zapisana znacznie dłuższa historia.
To tylko chwila.
Po niej wszystko będzie już inne.
Trzymam się ostatkiem sił pionu logicznego myślenia, który zabrania naleciałości wychowawczo rodzinnych. Widzę je w całej okazałości. Gniazdo, które opuściłam, muszę w sobie przetrawić.
Ze strachem patrzę na zegarek, licząc czas od do. W obawie przed utratą, odejściem, zaciskam dłonie na skrawkach papieru, na którym zapisana znacznie dłuższa historia.
To tylko chwila.
Po niej wszystko będzie już inne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)