Studium przypadku
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Na już?
Minęło już tyle czasu od ostatniego posta? Aż? Nawet nie przeczytałam o czym był, na jakim etapie byłam w maju, kiedy publikowałam po raz ostatni.
Oczywiście od tego czasu mnóstwo się zmieniło. Może niekoniecznie w sferze organizacji życia codziennego, choć to też w pewnym zakresie, ale przede wszystkim w głowie.
Niekończąca się telenowela zdarzeń, bohaterów przewijających się niczym w brazylijskim tasiemcu.
Za chwilę wrócę do pełnego formułowania myśli. Nazywania stanów i rzeczy. Jeśli nie jest to związane z jednostką chorobową, to nigdy się tego nie zapomina. Wypada się jedynie z wprawy, w którą następnie wypada się wprawić na nowo.
Mam oczywiście listę zastrzeżeń. Spisaną. Zakreślone flamastrami rzeczy najważniejsze, świecą nawet w ciemności, w mojej głowie. Krzyczą w ciszy. Odbijają się od fragmentów układanki, w którą wpatrując się, chciałabym znaleźć obraz mnie samej.
Wiem i czuję jak bardzo nie lubię stanu, do którego siebie doprowadziłam. Oczywiście jest to odwracalne, ale nie o odwracalność, a życie na złość sobie, tu chodzi.
To są fragmenty. One za chwilę się zmienią, rozproszą i w lustrze zobaczę kogoś innego. Chciałabym tylko przyglądając się własnemu odbiciu poznać osobę, której się przyglądam. Nawet jeśli znajomość miałaby trwać tylko chwilę.
środa, 9 maja 2012
Będzie
Spotkania, które otwierają oczy. Ludzie, którzy zdarzają się i których zdarzanie się wyzwala w nas głęboko skrywane uczucia, marzenia, od dawna lepione w ciszy plany na lepsze jutro.
Czasami wydaje mi się, że wszystko jest kwestią właściwego połączenia czasu, osób i miejsca. Z jednym tylko zastrzeżeniem - ten czas, ci ludzie i te zdarzenia nie przytrafią ci się jeśli będziesz siedział w domu z założonymi rękoma i czekał na właściwą synchronizację czasoprzestrzeni. To się nie przytrafi jeśli nie wyciągniesz po to rąk, jeśli nie będziesz drążył tematów, które Cię interesują, jeśli nie zmusisz siebie do działania i nie opuścisz swojej strefy komfortu.
A to nie jest łatwe, bo człowiek przyzwyczaja się do ciepła. Nawet jak to ciepło początkowo wieje nudą, brakiem działań i perspektyw. Człowiek szybko przywyka do ludzi, wokół których się obraca, do których mentalnie przyrósł. I często z lenistwa, a często ze zwykłego strachu nie wychyla nosa poza dobrze znany mu świat.
I tak żyje. W cieple. Poczuciu stałości. Bezruchu. Byle tylko nic się nie zmieniało, a jak już musi to niech zmieni się (w domyśle zrobi) samo.
Samo się nie zrobi nic.
Ale to żadna nowość. Ale żadna też oczywistość, skoro trzeba naprawdę wiele siły, spotkań z ludźmi i najwłaściwszych "zbiegów okoliczności", by wyciągnąć siebie z ciepłego gniazdka.
I tylko wtedy, gdy czuć ten moment niepewności, tęsknoty, niecierpliwości i wielkiej wiary w to, że musi się udać (bo czemu miałoby nie?) można poczuć, że to naturalny stan. Że tak naprawdę nie jesteśmy po to, by leżeć i czekać, a żyć i z życia wyciągać to, na co mamy ochotę. Bo to czego chcemy jest gdzieś. Trzeba się tylko zdobyć na odwagę wyruszenia po to.
Jeśli to to, znajdzie się. Pewnego dnia po prostu będzie.
wtorek, 8 maja 2012
Teraz
Więcej nie trzeba. Wystarczy szukać.
Czas zacząć, bo czas płynie. A nie ma czegoś takiego jak stanie w miejscu. Albo idziesz przed siebie, albo się cofasz.
Czas postawić jasne cele.
Już czas.
wtorek, 13 marca 2012
Regres
tak szybko się zapomina, wypiera treści niechciane.
nie jest łatwo pamiętać każdego dnia o czymś, czego świadomość zdobyło się poprzez mozolną pracę.
przypominam sobie. próbuję. staram się uczyć na przykładach. przykładzie konkretnym, który dowodzi że nie wszystko jest tak oczywistym jak mogłoby się wydawać i najważniejszą osobą jestem ja sama. w moim życiu.
więc każdego dnia rano piję kawę, by pobudzić neurony. by rozbudzić szare komórki i wymagać od nich nieco więcej jak tylko podpowiedzi schematycznych. by wymusić na nich pamięć o osobach, z których warto brać przykład, choć wcale nie jest to najłatwiejszym i najprostszym rozwiązaniem.
w tak oczywisty sposób oddałam władzę nad sobą drugiej osobie. z oczami proszącymi poszukuję kolejnych, którym po prostu dam to, co moim być tylko powinno.
może to z nudów. może z braku wiary. bo nie o trud tu chodzi tylko o zmierzenie się z samą sobą, bez tłumaczeń, podstępnych argumentów, osób na które można zwalić winę za niepowodzenie.
dzisiaj już nikt mi nic nie każe. nie może. a ja nadal jak Ula z 2b szukam pani lub pana, co powie jak żyć i co zrobić, by było jak chcę.
nie jest łatwo pamiętać każdego dnia o czymś, czego świadomość zdobyło się poprzez mozolną pracę.
przypominam sobie. próbuję. staram się uczyć na przykładach. przykładzie konkretnym, który dowodzi że nie wszystko jest tak oczywistym jak mogłoby się wydawać i najważniejszą osobą jestem ja sama. w moim życiu.
więc każdego dnia rano piję kawę, by pobudzić neurony. by rozbudzić szare komórki i wymagać od nich nieco więcej jak tylko podpowiedzi schematycznych. by wymusić na nich pamięć o osobach, z których warto brać przykład, choć wcale nie jest to najłatwiejszym i najprostszym rozwiązaniem.
w tak oczywisty sposób oddałam władzę nad sobą drugiej osobie. z oczami proszącymi poszukuję kolejnych, którym po prostu dam to, co moim być tylko powinno.
może to z nudów. może z braku wiary. bo nie o trud tu chodzi tylko o zmierzenie się z samą sobą, bez tłumaczeń, podstępnych argumentów, osób na które można zwalić winę za niepowodzenie.
dzisiaj już nikt mi nic nie każe. nie może. a ja nadal jak Ula z 2b szukam pani lub pana, co powie jak żyć i co zrobić, by było jak chcę.
poniedziałek, 12 marca 2012
Przyporządkowanie
przyporządkowanie zakończone. miejsce odnalezione. strach przyczajony siedzi w kącie i czasem ostrzy na mnie pazury, pokazując kto tu na kogo ma oko. przywołuje mnie do porządku i rozkazuje działanie, w momencie gdy tylko poczuję pozorny spokój. kiedy już wyda się mnie, że ja taka świetna jestem, że wiem, że już, teraz.
on wtedy się wynurza. głaszcze chłodną dłonią po rozgrzanej twarzy, wpatrując się w oczy z tym przebrzydłym pożądaniem.
posiada mnie na własność. na wyłączność. rządzi się mną, jak dyrektor. rozkazuje patrzeć w ciszy i w skupieniu kłamać w oczy własne.
uciekam. chronię się w kolejnych pustych słowach, powinnością podszytymi. że jeszcze to i tamto powinnam. coś innego też, ale nie wiem jeszcze co. za chwilę się dowiem. o tak. dowiem się z całą pewnością.
jaka ja zapominajka jestem. jak tylko w dupę cieplej się robi, zamykam powieki i we śnie podążam w kierunku sobie nieznanym. byle poczuć się bezpiecznie. pozornie bezpiecznie. pozornie siebie znając.
on wtedy się wynurza. głaszcze chłodną dłonią po rozgrzanej twarzy, wpatrując się w oczy z tym przebrzydłym pożądaniem.
posiada mnie na własność. na wyłączność. rządzi się mną, jak dyrektor. rozkazuje patrzeć w ciszy i w skupieniu kłamać w oczy własne.
uciekam. chronię się w kolejnych pustych słowach, powinnością podszytymi. że jeszcze to i tamto powinnam. coś innego też, ale nie wiem jeszcze co. za chwilę się dowiem. o tak. dowiem się z całą pewnością.
jaka ja zapominajka jestem. jak tylko w dupę cieplej się robi, zamykam powieki i we śnie podążam w kierunku sobie nieznanym. byle poczuć się bezpiecznie. pozornie bezpiecznie. pozornie siebie znając.
poniedziałek, 6 lutego 2012
Ciało
Obudziłam się bez ciała.
Rozkazałam sobie czekać. Temperatura ujemna powietrza wyziębiła we mnie emocje, konieczność łez, pytania dlaczego.
Obudziłam się inną osobą.
Przyglądam się jej w lustrze. Rozpoznaję kontury, ale gęstość i objętość stale ulega zmianom.
Nie poznaję, przepraszam - znałyśmy się kiedyś?
Obcej sobie przyglądam się uparcie w lustrze, szukając odpowiedzi na niezadane jeszcze pytania, które czekają na odpowiednie słowa. Odpowiednich słów brak.
Jakaś nowa forma na mych oczach się wykształca. Bezimienna, jak zawsze. Czy człowiek zmienia się tylko co 7 lat czy każdego dnia?
Bez tego ciała, którego nie rozpoznaję próbuję funkcjonować każdego dnia. To ciało mi obce. Żywi się strachem i niepewnością, poczuciem zależności, przynależności do płci męskiej, określonej imieniem, przynależnej danemu miejscu zamieszkania.
A mnie samej brak. Więc myślę - może to jeszcze, a może tamto, przypominając kogoś, kim nigdy nie chciałam być, z kim nigdy bym się nie związała na dłużej.
Już zmieniam zdanie. Wystarczy chwila przyglądania się sobie, by znaleźć ważniejsze rzeczy do zrobienia. Rzeczy, które nie mają żadnego znaczenia, które tylko w czasie ode mnie samej mnie odsuwają.
Może nie poznaję, bo wzrok się popsuł? Coraz częściej muszę mrużyć oczy, coraz wolniej chodzić, by dojrzeć. Tylko cały czas nie mogę dojrzeć, tego co nadrzędne być wobec wszystkiego powinno. Co jest nawet, bez powinności.
Tamto mnie zniknęło.
Obudziłam się sama. Próbuję więc dojrzeć najważniejsze wokół, nie skupiając uwagi na sobie. Nauczona poszukiwań odpowiedzi w kimś, udaję że ciało bez którego się obudziłam jest mi zbędne do życia.
Wszystko zaplanowane.
Rozkazałam sobie czekać. Temperatura ujemna powietrza wyziębiła we mnie emocje, konieczność łez, pytania dlaczego.
Obudziłam się inną osobą.
Przyglądam się jej w lustrze. Rozpoznaję kontury, ale gęstość i objętość stale ulega zmianom.
Nie poznaję, przepraszam - znałyśmy się kiedyś?
Obcej sobie przyglądam się uparcie w lustrze, szukając odpowiedzi na niezadane jeszcze pytania, które czekają na odpowiednie słowa. Odpowiednich słów brak.
Jakaś nowa forma na mych oczach się wykształca. Bezimienna, jak zawsze. Czy człowiek zmienia się tylko co 7 lat czy każdego dnia?
Bez tego ciała, którego nie rozpoznaję próbuję funkcjonować każdego dnia. To ciało mi obce. Żywi się strachem i niepewnością, poczuciem zależności, przynależności do płci męskiej, określonej imieniem, przynależnej danemu miejscu zamieszkania.
A mnie samej brak. Więc myślę - może to jeszcze, a może tamto, przypominając kogoś, kim nigdy nie chciałam być, z kim nigdy bym się nie związała na dłużej.
Już zmieniam zdanie. Wystarczy chwila przyglądania się sobie, by znaleźć ważniejsze rzeczy do zrobienia. Rzeczy, które nie mają żadnego znaczenia, które tylko w czasie ode mnie samej mnie odsuwają.
Może nie poznaję, bo wzrok się popsuł? Coraz częściej muszę mrużyć oczy, coraz wolniej chodzić, by dojrzeć. Tylko cały czas nie mogę dojrzeć, tego co nadrzędne być wobec wszystkiego powinno. Co jest nawet, bez powinności.
Tamto mnie zniknęło.
Obudziłam się sama. Próbuję więc dojrzeć najważniejsze wokół, nie skupiając uwagi na sobie. Nauczona poszukiwań odpowiedzi w kimś, udaję że ciało bez którego się obudziłam jest mi zbędne do życia.
Wszystko zaplanowane.
piątek, 27 stycznia 2012
Gotowość
Poranki z ciepłą, czarną kawą. Za oknem mróz, słońce i niebieskie niebo. W głowie Radiohead, mnóstwo wspomnień, trochę marzeń.
Dokopuję się do chęci, pragnień, nowych celów. Nie pytam czy to łatwe, czy trudne. Każdego dnia jest inaczej, każdy dzień wnosi nowość, podgrzewa pożądanie, otwiera okna zamykając drzwi.
Próbuję utrzymać równowagę, powtarzając sobie, że kolejność zdarzeń nie ma znaczenia - one wszystkie prowadzą ku jednemu.
Może jak będę bardzo chciała? Może jak zmienię się pod wymiar naznaczony przez kogoś zyskam spokój, zadowolenie? Co za głupie pytania. Co za schematyczne myślenie.
Stanąć twarzą w twarz i wytrwać, widząc spustoszenie. Można. To się da zrobić, ale sił na to zawsze za mało. Może oznaką tego, że wszystko wraca do normy i jestem na właściwej drodze jest uczucie słabości, przekonanie o braku wpływu na cokolwiek? Bo dopiero po odrzuceniu swojej nadrzędnej roli w dziele stworzenia zauważalny staje się przypadek, kierujący kolejnymi zdarzeniami.
Więc tak. To się dzieje. Każdego dnia. A ja każdego dnia na nowo próbuję wytłumaczyć sobie, że sens jest gdzie indziej. Nie w kolejnej osobie. Kolejnej pracy. Kolejnym schemacie.
Najłatwiej jest przecież utknąć. To dzieje się w między czasie najczęściej. Między jednym obowiązkiem a drugim, potrzebą spełnienia zachcianek, najczęściej materialnych.
Wyczuwam szaleństwo. Ono się zdarzy.
Jestem gotowa.
Dokopuję się do chęci, pragnień, nowych celów. Nie pytam czy to łatwe, czy trudne. Każdego dnia jest inaczej, każdy dzień wnosi nowość, podgrzewa pożądanie, otwiera okna zamykając drzwi.
Próbuję utrzymać równowagę, powtarzając sobie, że kolejność zdarzeń nie ma znaczenia - one wszystkie prowadzą ku jednemu.
Może jak będę bardzo chciała? Może jak zmienię się pod wymiar naznaczony przez kogoś zyskam spokój, zadowolenie? Co za głupie pytania. Co za schematyczne myślenie.
Stanąć twarzą w twarz i wytrwać, widząc spustoszenie. Można. To się da zrobić, ale sił na to zawsze za mało. Może oznaką tego, że wszystko wraca do normy i jestem na właściwej drodze jest uczucie słabości, przekonanie o braku wpływu na cokolwiek? Bo dopiero po odrzuceniu swojej nadrzędnej roli w dziele stworzenia zauważalny staje się przypadek, kierujący kolejnymi zdarzeniami.
Więc tak. To się dzieje. Każdego dnia. A ja każdego dnia na nowo próbuję wytłumaczyć sobie, że sens jest gdzie indziej. Nie w kolejnej osobie. Kolejnej pracy. Kolejnym schemacie.
Najłatwiej jest przecież utknąć. To dzieje się w między czasie najczęściej. Między jednym obowiązkiem a drugim, potrzebą spełnienia zachcianek, najczęściej materialnych.
Wyczuwam szaleństwo. Ono się zdarzy.
Jestem gotowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)