To się jednak zdarza. Gdy miłość nie wystracza. I nie jest jej za mało, nie jest jej za dużo.
To nie szkodzi. Podobno. Wystarczy spojrzeć w oczy, by wiedzieć że jest inaczej. Ale z czasem? Z czasem zmienia się wszystko. I to chyba lepiej.
piątek, 23 grudnia 2011
piątek, 16 grudnia 2011
Dokonany
To się rozdawnictwo nazywa. Niewłaściwe.
Tak może Ci się tylko wydawać. Że wiesz co robisz, kontrolujesz to, wyznaczasz wyraźną granicę oddzielającą Cię od reszty.
Spróbuj bez złości to zostawić. Bez smutku wspominać. Zacząć dzień na nowo. Jakby był pierwszym dniem Twojego życia.
Tak to się robi. Od tego zaczyna. Reszta dzieje się sama.
Później usiądziesz naprzeciw mnie i powiesz - myliłem się, wiesz? Spytasz mnie bezczelnie jak to możliwe, jak to się stało. W którym momencie o sobie zapomniałeś. Będę się w ciszy Tobie przyglądać, by na koniec uśmiechnąć się tylko jak na długo oczekiwany koniec filmu, którego nie chciało się oglądać w towarzystwie.
Tak. To się zdarza. Codziennie.
Podejmujesz decyzje co zrobisz ze swoim czasem, jak go wykorzystasz i co dasz sobie. Ile sam dla siebie będziesz w stanie z tego uzyskać, ile doświadczyć. Pomyśl o tym za każdym razem gdy stwierdzisz, że drugi człowiek jest niezbędny do odczucia przez Ciebie szczęścia. Pomyśl o tym za każdym razem, gdy brakiem drugiego człowieka będziesz w zakłamaniu przekonywał siebie, na ile nie warto było podjąć działania. Jak jest się samym można tylko spać. Spać, dużo jeść, nic nie robić.
Tak mi powtarzałaś za każdym razem. Do skutku. Osiągniętego.
Teraz pomyślę. O sobie. Wreszcie.
Tak może Ci się tylko wydawać. Że wiesz co robisz, kontrolujesz to, wyznaczasz wyraźną granicę oddzielającą Cię od reszty.
Spróbuj bez złości to zostawić. Bez smutku wspominać. Zacząć dzień na nowo. Jakby był pierwszym dniem Twojego życia.
Tak to się robi. Od tego zaczyna. Reszta dzieje się sama.
Później usiądziesz naprzeciw mnie i powiesz - myliłem się, wiesz? Spytasz mnie bezczelnie jak to możliwe, jak to się stało. W którym momencie o sobie zapomniałeś. Będę się w ciszy Tobie przyglądać, by na koniec uśmiechnąć się tylko jak na długo oczekiwany koniec filmu, którego nie chciało się oglądać w towarzystwie.
Tak. To się zdarza. Codziennie.
Podejmujesz decyzje co zrobisz ze swoim czasem, jak go wykorzystasz i co dasz sobie. Ile sam dla siebie będziesz w stanie z tego uzyskać, ile doświadczyć. Pomyśl o tym za każdym razem gdy stwierdzisz, że drugi człowiek jest niezbędny do odczucia przez Ciebie szczęścia. Pomyśl o tym za każdym razem, gdy brakiem drugiego człowieka będziesz w zakłamaniu przekonywał siebie, na ile nie warto było podjąć działania. Jak jest się samym można tylko spać. Spać, dużo jeść, nic nie robić.
Tak mi powtarzałaś za każdym razem. Do skutku. Osiągniętego.
Teraz pomyślę. O sobie. Wreszcie.
czwartek, 15 grudnia 2011
Odpowiedź
Nie więcej. Nie mniej.
Zdarza się, mogłabym powiedzieć. Czasem nawet mówię.
Zdaje się, że im mniej słów, tym więcej zrozumienia. Podobno wszystko jest kwestią za i przeciw, a reszta to zwykłe marudzenie. Kobiece komplikowanie sprawy. Naciąganie faktów. Oczywiście wcale nie musi tak być. Nie musi być inaczej. Nikt nie gwarantuje, że będzie.
Jak się uczepisz tak mocno jak ja czyjegoś spojrzenia, zrozumiesz. Z czasem, ale mimo wszystko, zrozumiesz jaki to błąd. Jaki metodologiczny niedorozwój. To się w Tobie pojawi zaraz po strachu, chwilę przed pustką.
Nie bój się tego. Od tego się nie umiera. Od tego ginie tylko w Tobie nadzieja związana z kimś, czymś. Plany na przyszłość nieosiągniętą. Żal za czasem oddanym komuś w imię relacji nietrwałej, z założenia nawet kruchej.
Nie walcz o to. Nie walcz ze sobą.
Te myśli są jak były. Będą jak są. Zmienią się po chwili, tylko nie czepiaj się ich jak wyznacznika drogi, którą powoli kroczysz. Nie potrzebujesz niczego więcej. Usłysz to. Odpowiedzi są w Tobie.
Zdarza się, mogłabym powiedzieć. Czasem nawet mówię.
Zdaje się, że im mniej słów, tym więcej zrozumienia. Podobno wszystko jest kwestią za i przeciw, a reszta to zwykłe marudzenie. Kobiece komplikowanie sprawy. Naciąganie faktów. Oczywiście wcale nie musi tak być. Nie musi być inaczej. Nikt nie gwarantuje, że będzie.
Jak się uczepisz tak mocno jak ja czyjegoś spojrzenia, zrozumiesz. Z czasem, ale mimo wszystko, zrozumiesz jaki to błąd. Jaki metodologiczny niedorozwój. To się w Tobie pojawi zaraz po strachu, chwilę przed pustką.
Nie bój się tego. Od tego się nie umiera. Od tego ginie tylko w Tobie nadzieja związana z kimś, czymś. Plany na przyszłość nieosiągniętą. Żal za czasem oddanym komuś w imię relacji nietrwałej, z założenia nawet kruchej.
Nie walcz o to. Nie walcz ze sobą.
Te myśli są jak były. Będą jak są. Zmienią się po chwili, tylko nie czepiaj się ich jak wyznacznika drogi, którą powoli kroczysz. Nie potrzebujesz niczego więcej. Usłysz to. Odpowiedzi są w Tobie.
niedziela, 11 grudnia 2011
Kłamstwo
Zaczyna się od niuansów. Drobnostek. Niewielkich zgrzytów. Kiedy wszystko urośnie już do rozmiarów jak ze snów, człowiek marzy by się obudzić, ale obudzić może się tylko w jeden sposób.
Nasłuchuję. Po cichu rozmawiam. Przedstawiam swoje racje i wysłuchuję historii, które mają znaczenie, nie tylko barwę.
Myślę o tym co robię i po co. Po co mi to czy tamto. Ten czy tamten. To czy owo. Tak sobie wyliczam, a kiedy sumuję wszystkie kolumny w arkuszu każdorazowy wynik naznaczony jest błędem zbyt dużej emocjonalności.
Tego nie trzeba już. Nie muszę za każdym razem powtarzać oczywistości. Czasem lepiej milczeć.
Przyglądam się uważnie. Zadając pytania - jak mogłam to, owo, czy coś innego. Jak to jest z tymi uczuciami, co miały się nie wypalić, a spaliły w środku człowieka do kości pozostawiając w nim tylko ciszę i pytania bez odpowiedzi.
Bycie z kimś jest oszustwem. Kłamstwem jakim karmimy siebie każdego dnia. Wygodny mózg woli skupić uwagę na drugiej osobie niż zająć się sobą. Tak lecą dni, tygodnie, na końcu lata.
I tylko dziwnie jest gdy stając naprzeciw tej prawdzie nie ma się już nic do dodania. Nie poznaje się drugiej osoby. Nie wie kim się było, bo nie rozpoznaje się siebie po czynach, słowach i gestach.
Jak bardzo kłamałam?
Nasłuchuję. Po cichu rozmawiam. Przedstawiam swoje racje i wysłuchuję historii, które mają znaczenie, nie tylko barwę.
Myślę o tym co robię i po co. Po co mi to czy tamto. Ten czy tamten. To czy owo. Tak sobie wyliczam, a kiedy sumuję wszystkie kolumny w arkuszu każdorazowy wynik naznaczony jest błędem zbyt dużej emocjonalności.
Tego nie trzeba już. Nie muszę za każdym razem powtarzać oczywistości. Czasem lepiej milczeć.
Przyglądam się uważnie. Zadając pytania - jak mogłam to, owo, czy coś innego. Jak to jest z tymi uczuciami, co miały się nie wypalić, a spaliły w środku człowieka do kości pozostawiając w nim tylko ciszę i pytania bez odpowiedzi.
Bycie z kimś jest oszustwem. Kłamstwem jakim karmimy siebie każdego dnia. Wygodny mózg woli skupić uwagę na drugiej osobie niż zająć się sobą. Tak lecą dni, tygodnie, na końcu lata.
I tylko dziwnie jest gdy stając naprzeciw tej prawdzie nie ma się już nic do dodania. Nie poznaje się drugiej osoby. Nie wie kim się było, bo nie rozpoznaje się siebie po czynach, słowach i gestach.
Jak bardzo kłamałam?
Subskrybuj:
Posty (Atom)