Zaczyna się od niuansów. Drobnostek. Niewielkich zgrzytów. Kiedy wszystko urośnie już do rozmiarów jak ze snów, człowiek marzy by się obudzić, ale obudzić może się tylko w jeden sposób.
Nasłuchuję. Po cichu rozmawiam. Przedstawiam swoje racje i wysłuchuję historii, które mają znaczenie, nie tylko barwę.
Myślę o tym co robię i po co. Po co mi to czy tamto. Ten czy tamten. To czy owo. Tak sobie wyliczam, a kiedy sumuję wszystkie kolumny w arkuszu każdorazowy wynik naznaczony jest błędem zbyt dużej emocjonalności.
Tego nie trzeba już. Nie muszę za każdym razem powtarzać oczywistości. Czasem lepiej milczeć.
Przyglądam się uważnie. Zadając pytania - jak mogłam to, owo, czy coś innego. Jak to jest z tymi uczuciami, co miały się nie wypalić, a spaliły w środku człowieka do kości pozostawiając w nim tylko ciszę i pytania bez odpowiedzi.
Bycie z kimś jest oszustwem. Kłamstwem jakim karmimy siebie każdego dnia. Wygodny mózg woli skupić uwagę na drugiej osobie niż zająć się sobą. Tak lecą dni, tygodnie, na końcu lata.
I tylko dziwnie jest gdy stając naprzeciw tej prawdzie nie ma się już nic do dodania. Nie poznaje się drugiej osoby. Nie wie kim się było, bo nie rozpoznaje się siebie po czynach, słowach i gestach.
Jak bardzo kłamałam?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz