Statystyki nie kłamią, pomyślałam. Liczby w ogóle nie kłamią. Szczególnie te na koncie, bo te na wadze, co się wyświetlają już mogą, te o wiele częściej, o wiele bardziej.
I tak często ostatnio słyszę, że tej liczby mi ubyło, że zaczynam odnosić wrażenie, że ma to jakiś sens, że jest w tym jakiś cel nadrzędny, którego nie miałam, nawet mieć nie mogłam, w poczuciu rezygnacji, nasączonym jak gąbka.
I to jak z brakiem używek - każdy się dziwi. I pyta, że jak to, że czemu, że przecież tylko jednego, małego drinka, wódeczkę, lolka. I zdziwieniem swym mnie raczy, wdrukowanym obrazem mnie, sprzed czasu pewnego, jakąś kalką, jakbym zawsze taka sama była, niezmienna. Więc mam opowiedzieć jak to się stało, oswoić wszystkich z nową mną, tą inną, która ma dwa rozmiary mniejszy tyłek. Mam się wytłumaczyć z tego jak to zrobiłam, dlaczego nie mówiłam nikomu, a kobietom w szczególności, że ja na diecie jestem. I że szybko, natychmiast o tej diecie mam opowiedzieć, bo to takie szczególne wydarzenie w moim życiu i jak się w z tym czuję?
Nie czuję się z tym w ogóle. Przyszło, pójdzie. Naturalna kolej rzeczy wyświechtana do granic życiowego sukcesu przez czasopisma dla kobiet. Jeszcze tylko muszę być trendy i mieć niezbędne tego lata buty w kolorze nude.
Tak, uległam. Zachowałam się jak skończona pinda nabywając parę, której nigdzie nie założę, do seksu może.
I mam wrażenie, że ulec muszę tym tłumaczeniom, że jaka to ja jestem chudsza i że to się nie mieści w ich głowach. Tak jakbym chudła dla nich, jakby moim wyznacznikiem byli.
Zabawne, że nikt nie zapytał o rzecz zdawałoby się najważniejszą - zdrowie. Każdy myśli, że to mój sukces, że to mogę wpisać śmiało do CV w kategorii doświadczenie, że to nawet o mojej wytrwałości może świadczyć. Dużo bardziej niż setki podań wysłanych w odpowiedzi na oferty pracy. Powinnam się tym szczycić jak te wszystkie pseudo gwiazdki, które świecą głupotą jak lampa w nocy, byle tylko o nich mówiono. Bo jak mówią to są pieniądze. Się klika, się żyje.
Ten chaos jest dokoła. Ten chaos jest we mnie. Dużo większy. W określonym miejscu na ziemi jestem, w określonej czasoprzestrzeni.
Od dawna nie miałam tak silnego poczucia nadchodzących zmian. Od dawna z tym poczuciem nie było mi tak komfortowo. Moja ciekawość tylko zmusza mnie do przyspieszenia, do dotarcia do nich zanim się wydarzą, tak by przewidzieć je w sobie, niwelując upadek.
A w nocy odwiedzę biuro rzeczy zaginionych. Po omacku dotknę każdej z nich i po cichu zacznę opowiadać ich historię. Tak, by mogły się wydarzyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz