poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Na już?

Minęło już tyle czasu od ostatniego posta? Aż? Nawet nie przeczytałam o czym był, na jakim etapie byłam w maju, kiedy publikowałam po raz ostatni. Oczywiście od tego czasu mnóstwo się zmieniło. Może niekoniecznie w sferze organizacji życia codziennego, choć to też w pewnym zakresie, ale przede wszystkim w głowie. Niekończąca się telenowela zdarzeń, bohaterów przewijających się niczym w brazylijskim tasiemcu. Za chwilę wrócę do pełnego formułowania myśli. Nazywania stanów i rzeczy. Jeśli nie jest to związane z jednostką chorobową, to nigdy się tego nie zapomina. Wypada się jedynie z wprawy, w którą następnie wypada się wprawić na nowo. Mam oczywiście listę zastrzeżeń. Spisaną. Zakreślone flamastrami rzeczy najważniejsze, świecą nawet w ciemności, w mojej głowie. Krzyczą w ciszy. Odbijają się od fragmentów układanki, w którą wpatrując się, chciałabym znaleźć obraz mnie samej. Wiem i czuję jak bardzo nie lubię stanu, do którego siebie doprowadziłam. Oczywiście jest to odwracalne, ale nie o odwracalność, a życie na złość sobie, tu chodzi. To są fragmenty. One za chwilę się zmienią, rozproszą i w lustrze zobaczę kogoś innego. Chciałabym tylko przyglądając się własnemu odbiciu poznać osobę, której się przyglądam. Nawet jeśli znajomość miałaby trwać tylko chwilę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz